TARAS LATEM




Taras to nasz dodatkowy pokój na lato, śmiało mogę powiedzieć że czas po pracy i leniwe niedziele spędzamy właśnie na nim.  Całkowicie go uwielbiam! Położone rok temu deski idealnie się sprawdzają, są ciepłe i przytulne, łatwo się je czyści. ( POST DREWNIANE DESKI ) W tym sezonie muszę położyć na nie olej, wybiorę swój ulubiony w kolorze TIK, identycznym jak nasze deski na elewację.

Wygodne meble ogrodowe KORRIDA z LEROY MERLIN które mają zdejmowane pokrowce to świetna sprawa przy tak wesołej gromadzie zwierząt jakie mamy.

Cóż więcej pisać o tarasie ? Jest przytulny, nie za duży ponieważ ma tylko 2.7m na 5m i jest całkowicie zadaszony, co uważam jednak za świetną sprawę szczególnie podczas upałów. Wylewając taras zapomnieliśmy o schodach, co zrobiliśmy dopiero latem tego roku, obecnie czekamy na dostawę desek i będziemy go całkowicie wykańczać. 

Kubeczek i miseczka widoczne na zdjęciach - LILIKO.PL
Żółte podkładki - FAJNE WNĘTRZE



















DOM BLOGERA - NIEKONIECZNIE MUZEUM





Zbierałam się do napisania tego krótkiego tekstu, później odpuściłam ale czuje że muszę, wybaczcie.

Dom to nie muzeum - nie chodzi wcale o to że nie można czegoś dotykać, nie można robić zdjęć z lampą, a przed wejściem należy nałożyć papcie. 

Dom to nie muzeum - chodzi o zwiedzanie,  domu się nie zwiedza. 

Oddzielam życie zawodowe od  prywatnego, a jako muzealnik doskonale wiem o co chodzi w zwiedzaniu.

Od dłuższego czasu dostaje meile z prośbą o udostępnienie domu do zwiedzania. W trakcie budowy zrobiliśmy to kilka razy i nie widziałam w tym nic złego. Ktoś się buduje i chce zobaczyć ten sam projekt? OK. Ktoś nie umie sobie wyobrazić rozmieszczenia pokoi i po prostu musi to zobaczyć? OK. Rozumiem. Nie miałam nic przeciwko. 

Sprawa zmieniła się z momentem zamieszkania. Stali czytelnicy wiedzą co i gdzie udostępniam. Wiedzą że na facebooku pokazuje gotowe projekty, że na blogu dokładnie opisuje to co zrobiliśmy a instagram służy do pokazywania dnia codziennego. 

A jednak! 

„ dzień dobry chciałabym wpaść jutro i zobaczyć dom” 

„hej, czy można do pani przyjechać i na żywo zobaczyć kuchnię z Ikea”

„witam! o której możemy się u pani spotkać chciałabym obejrzeć dokładnie kafelki w łazience” 

Wiadomości jest sporo, naprawdę! Nikt w nich nie pyta czy mam czas, czy jestem w domu, czy zgadzam się na takie rozwiązanie. Chociaż na jednej ze stron została udostępniona nasza przybliżona lokalizacja większość z tych osób nie ma pojęcia gdzie mieszkamy. 

Można przypuszczać, że wiadomości te wskazują na pewnego rodzaju przywiązanie do bloga, jeśli oczywiście pochodzą od stałych Czytelników, ci jednak w długich konwersacjach potrafią zapytać o wszystko. Nasyceni informacjami czekają na kolejny poniedziałkowy wpis. 

Skąd biorą się zatem takie wiadomości? Nie wiem, nie mam pojęcia.. robiłam małe rozeznanie o tym co inne blogerki uważają o podobnych wiadomościach i większość ma podobne zdanie do mojego. Oddzielić życie osobiste od bloga. 

To że opisuje swój dom, pokazuje Czytelnikom jak wygląda nasz salon czy kuchnia, nie oznacza że pokazuje wszystko. Sama decyduje o tym co i kiedy chce upublicznić, sama wykonując swoje mało profesjonalne zdjęcia pokazuje to co chce pokazać. 

I nie chodzi tu wcale o pokazywanie tylko pięknych ujęć, o dom z katalogu w którym nigdy nie ma zlewu zawalonego brudnymi naczyniami czy garderoby w której od kilku dni leży sterta ubrań do prasowania. Nie chodzi o to że na Instagram wstawia się tak piękne placuszki że aż czuć ich zapach, tak cudne deski tarasowe że nie widać pełzających po nich przydeptanych przez psa mrówek. Bo takie zdjęcia też się u mnie znajdą. Chodzi o to, że blogując mam możliwość wyboru, dawkowania i dzielenia się z Czytelnikami swoimi pomysłami. 

To dom w którym mieszkamy, do którego wracamy po pracy rzucając się na sofę, tuląc przy tym kota. To nie hotel który wynajmuje się na doby, to nie muzeum wnętrz do którego wpada się na godzinę pooglądać sztukaterię. 

Interakcje z Czytelnikami są cudowne, bardzo je cenię, nie wyobrażam sobie jednak spontanicznych wizyt, czy nawet tych planowanych w których pokazuje o wiele więcej niż chcę. 

Nie zrozumcie mnie źle, to tak jakby napisać do blogerki kulinarnej że nasze ciasto nie wyszło i chcemy spróbować jej wypieków lub do blogerki modowej że chętnie kupilibyśmy ta sukienkę ale po wcześniejszym sprawdzeniu jak dokładnie na niej leży. Może rozwiązaniem byłoby organizowanie tzw „dnia otwartego” ? nie wiem może, sprawa jest do przemyślenia. 

Jestem otwarta na rozmowy, zawsze odpowiadam na meile, wiadomości czy komentarze, ale wizytom w domu mówię NIE. Dla mnie dom ma być domem, oazą spokoju i bezpiecznym schronieniem. Proszę o uszanowanie tej decyzji.



DONICA OGRODOWA DIY





Donica to super pomysł na wykorzystanie desek, które pozostały po budowie :) 

Koszt takich donic w sklepach przekracza pewnie 200 zł! my nasze zrobiliśmy z desek które wcześniej podtrzymywały strop. Po ich oczyszczeniu i przeszlifowaniu mamy idealny produkt do działania! 

Wymiary donic to już indywidualny wybór, nasze mają 100/40/60.

Do donic wybrałam wolno rosnący świerk conica. Dlaczego? nie chciałam martwić się że korzenie drzewa po kilku latach rozsadzą donicę, chciałam mieć też coś co za kilka lat będę mogła dowolnie uformować.  Ogrodnik ze mnie słaby dlatego posadziłam troszkę po swojemu. W foli, którą obłożyłam donice zrobiłam kilka dziurek, na spód dałam kamienie, kilka centymetrów piasku, ziemię z ogrodu i na wierzch ( około 20 cm) ziemię którą kupiłam w sklepie ogrodniczym. Całość wysypałam ozdobnymi kamieniami. 

Impregnacja - postawiłam na sprawdzony produkt. Donice stoją pod zadaszeniem i rzadko pada na nie deszcz, dlatego zdecydowałam się na produkt który znam od lat - Drewnochron Impregnat Extra Powłokotwórczy. w moim ulubionym kolorze TIK
Deski z budowy, jeszcze przed oczyszczeniem.


Dokładny pomiar. 
Docinanie desek.

 

Pierwsza warstwa, ilość desek zależna jest od planowanej wysokości. Warto poszukać długich desek tak aby cały jeden poziom wykonać z jednej o jednakowej szerokości. 


 Od  środka nasze donice mają wsporniki po 2 z boku oraz 4 w podstawie.



Szlifowanie drewna. 

 Docinanie górnych krawędzi.




Docięcie oraz zamocowanie nóżek.



Impregnowanie






Sadzenie - > kamienie -> piasek -> ziemia 








http://monikaimariuszusiebie.blogspot.com/p/diy.html

METALOWA KONSOLA DO SALONU





Plan był taki... zabrać ze starego domu monsterę, która od przeprowadzki nas nie widziała. Nie bardzo miałam ją gdzie ustawić, nie wiedziałam na czym... aż przypomniałam sobie o konsolach które dawno temu oglądałam w internecie. 

Oglądałam bo o kupnie nie było mowy!  Przedział cenowy to 900 zł - 3 tys ta w rozmiarze naszej kosztowałaby ponad 3 tys, a to już wydatek ponad nasze możliwości! Potrzebowaliśmy czegoś bardzo wąskiego i bardzo długiego. ( wymiary naszej konsoli 25 cm na 2.5 m )

I tak powstał pomysł zrobienia mebla samodzielnie,!

Nie bardzo wiedziałam w której kategorii bloga umieścić ten wpis. Wiem że DIY nie jest do końca odpowiednią, sama się denerwuje gdy widzę posty DIY, wchodzę w post, czytam a tam super prosty przepis: idź do marketu budowlanego, kup 10 donic, kup narzędzia itd. Wiem, że nie do końca o to chodzi! Tak samo jest z naszą konsolą, zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma miejsce na tworzenie takiego mebla, nie każdy umie spawać itd. Ale postanowiłam Wam ją pokazać, może ktoś się zainspiruje, może ktoś ma już własną inspirację ale nie wie jak wszystko ze sobą dograć. 

Spawanie, to skomplikowana sprawa a takie w naszym domu należą do Mariusza :) konsola jest jednym z jego pierwszych spawań! Nie masz spawarki? Nie martw się! Istnieje możliwość uproszczenia sobie tego wyzwania, sam stelaż można zamówić u metaloplastyka a blat wykonać z dowolnego materiału już samemu.

Konsola wykonana została z metalowych elementów, które zespawaliśmy. Jej dokładne wymiary to 25 cm szerokości, 80 cm wysokości i 250 cm długości. Stelaż został zeszlifowany szlifierką kątową oraz pomalowany zwyczajną matową czarną farbą. Blat o wysokości ok 2 cm szlifowany papierem ściernym o grubości: najpierw 80, później 120. Na koniec blat  został pomalowany bezbarwnym lakierem. Nałożyłam dwie warstwy lakieru. 

W przyszłości na pewno pojawią się kolejne nasze meble, planuje już stolik do salonu i szafkę łazienkową. Póki co jest ta pierwsza METALOWA KONSOLA DO SALONU!

A teraz naprawdę odrobinkę o tym jak powstawała ! :) mam nadzieje że się Wam spodoba :)

Metalowe pręty kupione w sklepie, na zdjęciu w swojej "naturalnej" formie



 Przygotowanie do spawania.


 Szlifowanie po spawaniu.


 Konsola przed malowaniem.


 Konsola po malowaniu.


 przygotowanie otworów pod blat.









http://monikaimariuszusiebie.blogspot.com/p/diy.html